FRM: Fundusze Europejskie dla Polski

9. Forum Rozwoju Mazowsza: debata o przyszłym okresie programowania

W przyszłym roku czekają nas ważne wydarzenia z punktu widzenia realizacji polityki spójności. Po pierwsze, Polskę wraz z pozostałymi krajami Unii Europejskiej czeka przegląd śródokresowy powiązany z ramami wykonania – czyli ocena tego, jak korzystamy z Funduszy Europejskich. Po drugie, okaże się, czy państwa członkowskie zdążą się porozumieć w sprawie budżetu na lata 2021-2027 przed przeprowadzeniem wyborów do Parlamentu Europejskiego.

W kolejnej perspektywie budżet UE na politykę spójności będzie dzielony między 27 krajów. Pomimo brexitu – według pierwszej propozycji przedstawionej w maju 2018 r. – Wspólnota będzie dysponować największym w historii budżetem na realizację polityki spójności. Na lata 2021-2027 przeznaczono 371 mld euro, czyli prawie o 20 mld euro więcej niż na bieżący okres programowania. W planach jest także więcej pieniędzy na wspólną politykę rolną. Polska ma otrzymać 64,4 mld euro i jest to o 23% mniej środków, niż stanowi budżet na lata 2014-2020. Jakie będą ostateczne rozstrzygnięcia? Czy powinniśmy walczyć o większą alokację za wszelką cenę, czy raczej dążyć do osiągnięcia szybkiego kompromisu? O tym dyskutowali podczas 9. Forum Rozwoju Mazowsza uczestnicy debaty „Co z kolejną perspektywą? Potrzeby, wyzwania, wnioski i rekomendacje”. Zdaniem uczestników, im dłuższy czas negocjacji, tym więcej Polska może stracić niż zyskać.

Różnice w ocenie

Debatę o przyszłym budżecie poprzedziła wymiana uwag na temat sprawności w realizacji programów finansowanych z Funduszy Europejskich. Na początek 2019 r. Komisja Europejska zaplanowała przeprowadzenie oceny śródokresowej. Jej wyniki pokażą, jak zaawansowana jest realizacja wszystkich programów operacyjnych – zarówno krajowych, jak i regionalnych. Pod uwagę będą brane wskaźniki z końca 2018 r. Kilka miesięcy temu do opinii publicznej przenikały informacje medialne, że z powodu opieszałości niektórych województw Polska może utracić miliardy euro. – Jak to wygląda z punktu widzenia Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju oraz Komisji Europejskiej? – pytał o to prowadzący debatę marszałek Mazowsza Adam Struzik.

Przedstawiciel Ministerstwa Inwestycji i Rozwoju (MIiR) przekonywał, że efektywność realizacji programów jest na bieżąco monitorowana. Resort co kwartał analizuje wskaźniki. – Ten proces niepokojąco wyglądał w 2017 r., kiedy większość programów operacyjnych nie realizowała ram wykonania – wyjaśniał Robert Dzierzgwa, dyrektor Departamentu Strategii Rozwoju w Ministerstwie Inwestycji i Rozwoju. MIiR wyliczyło zaległości w wydatkowaniu unijnych funduszy na kwotę 2 mld euro. Dyrektor Dzierzgwa uważa, że apele ministerstwa do władz wojewódzkich i instytucji zarządzających krajowymi programami przyniosły skutek. Po kolejnym półroczu zaległości zmniejszyły się do 1 mld euro. W ramach wszystkich programów operacyjnych zagrożonych było łącznie 8 osi priorytetowych.

W debacie o przyszłej perspektywie finansowej uczestniczyli (od lewej): Bogdan Kawałko, dyrektor Departamentu Polityki Regionalnej, Urząd Marszałkowski Województwa Lubelskiego; Robert Dzierzgwa, dyrektor Departamentu Strategii Rozwoju, Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju; Adam Struzik, marszałek województwa mazowieckiego; Christopher Todd, dyrektor Wydziału ds. Polski w Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej, Komisja Europejska; prof. dr hab. Jacek Szlachta, Katedra Rozwoju Regionalnego i Przestrzennego, Szkoła Główna Handlowa, fot. Franek Mazur

 

Dzięki temu, że potrafiliśmy wykorzystać renegocjacje programów krajowych i regionalnych, przesunięto środki z nieefektywnie wykorzystywanych priorytetów na inne dziedziny, w których zapotrzebowanie jest znacznie większe. Skorygowano także wskaźniki. – Nie ukrywamy, że kwoty [zaległości – red.], które po III kwartale są w programach regionalnych, znacząco spadły – dodał Robert Dzierzgwa. Według szacunków MIiR, opóźnienia dotyczą alokacji w wysokości 800 mln euro.

Inaczej ocenił sytuację Bogdan Kawałko, dyrektor Departamentu Polityki Regionalnej w Urzędzie Marszałkowskim Województwa Lubelskiego. – Po ostatniej wizycie przedstawicieli Komisji Europejskiej otrzymaliśmy potwierdzenie, że pod względem tempa wdrażania naszego regionalnego programu [lubelskiego – red.] nie ma żadnych zagrożeń. Mieścimy się we wszystkich parametrach – odpowiedział.

Fundusze nie są odbierane

Komisja Europejska przygląda się aktualnym wynikom i danym dla wszystkich programów w Polsce i innych krajów członkowskich. W porównaniu z 20 krajami UE Polska plasuje się na 10. pozycji pod względem kontraktacji środków. Jeśli chodzi o wartość przekazanych do KE wniosków o płatność, jesteśmy na 8. miejscu. Na tle innych państw wypadamy całkiem dobrze, zwłaszcza gdy weźmiemy pod uwagę to, że Polska jest największym beneficjentem pieniędzy unijnych. – Efekty, jakie Polska uzyskuje w realizacji obecnych ram finansowych, są bardzo pozytywne. Mamy nadzieję, że wszystkie wyniki będą wypracowane na czas – mówił Christofer Todd, dyrektor Wydziału ds. Polski w Dyrekcji Generalnej ds. Polityki Regionalnej i Miejskiej. Pewna niewiadoma dotyczy trzech programów operacyjnych. – Mówimy tu o kwotach od 6 do 60 mln euro. Jesteśmy jednak pewni, że środki zostaną wypłacone i ryzyko do końca roku zostanie zminimalizowane – dodawał. W styczniu 2019 r. Komisja Europejska przystąpi do analizy wskaźników z końca 2018 r. i do przeglądu raportów.

Warto podkreślić, że straszenie opinii publicznej przez niektóre media „odebraniem Polsce funduszy unijnych” z powodu opóźnień nie ma żadnego uzasadnienia. Procedura wygląda tak, że w razie stwierdzenia braku oczekiwanych efektów Komisja Europejska w pierwszej kolejności sugeruje przesunięcie alokacji z gorzej realizowanych działań do tych, w których zanotowano lepsze efekty (w ramach tego samego programu). Tylko wówczas, gdy cały program nie osiąga zakładanych wskaźników, możliwe jest wycofanie części alokacji i przesunięcie jej do innego programu, ale również realizowanego w Polsce. Wcześniej KE nie przeprowadzała przeglądów śródokresowych. Po raz pierwszy takie narzędzie zastosowała Polska w poprzednim okresie programowania.

W debacie o przyszłej perspektywie finansowej uczestniczyli: Bogdan Kawałko, Robert Dzierzgwa, Adam Struzik, Christopher Todd i Jacek Szlachta, fot. Franek Mazur

 

Zdążyć przed wyborami

Wyjaśnienie kontrowersji związanych z wykorzystywaniem Funduszy Europejskich pozwoliło przekierować dyskusję na prace nad nowym budżetem. Marszałek Adam Struzik zwrócił uwagę, że jeśli się nie uda ich zakończyć przed wyborami do Parlamentu Europejskiego, to osiągnięcie porozumienia w tym zakresie może się przesunąć o 1,5 roku. – Czy jest szansa, by zakończyć ten proces do marca przyszłego roku? – pytał.

Christopher Todd zreferował postępy poczynione w negocjacjach z Radą Europejską i w Parlamencie Europejskim (PE). Odpowiednie komisje PE do końca listopada miały opracować ostateczną wersję swoich stanowisk. Dobiega końca austriacka prezydencja i prowadzone przez nią prace powinny się zakończyć w grudniu. – Mam nadzieję, że negocjacje nie tylko w sprawie polityki spójności, ale całego budżetu unijnego zakończą się do maja przyszłego roku – podczas specjalnego szczytu, który ma się odbyć w Sibiu [miasto w Rumunii, gdzie odbędzie się ostatni szczyt przed wyborami do PE – przyp. red.]. Ważne, by te prace zakończyć przed przyszłymi wyborami do Parlamentu Europejskiego. W przeciwnym razie stracimy dużo czasu, zanim zostanie zwołany nowy parlament – mówił przedstawiciel KE. Następnie trzeba przyjąć regulacje, które powinny być na tyle jasne, by można było przygotowywać programy, strategie działania i rozpoczynać negocjacje z KE. – Lepiej, żeby wszystko poszło sprawniej niż zeszłym razem. Trzeba dobrze przygotować podstawy do inwestycji, by mogły się one rozpocząć już 1 stycznia 2020 r. Złożyliśmy propozycje jeszcze wcześniej, mając nadzieję, że negocjacje zakończą się na czas – dodał.

Większy wkład własny?

Z nowym budżetem wiąże się kilka kwestii, w których kraje Unii Europejskiej nie mogą osiągnąć porozumienia. Większość z nas koncentruje się na podziale środków pomiędzy państwa członkowskie – tu swoje niezadowolenie zgłosiło kilka krajów, w tym Polska. Poza tym jednak trzeba dojść do porozumienia w paru fundamentalnych sprawach. Parlament Europejski prawdopodobnie zaproponuje wyższą kwotę na realizację polityki spójności. To wiązałoby się ze wzrostem składek państw członkowskich. Toczą się także dyskusje dotyczące proporcji udziału wkładu własnego w finansowaniu projektów. W porównaniu z poprzednim okresem programowania ma on wzrosnąć. – Musimy pamiętać, że przechodziliśmy przez kryzys gospodarczy, podczas którego poziom inwestycji był dosyć niski. Chcieliśmy stymulować gospodarkę za pomocą inwestycji [Funduszy Europejskich – red]. W tej chwili musimy przywrócić udział własny do normalnego poziomu, co oznacza, że potrzebujemy więcej prywatnych pieniędzy, a także funduszy państwowych, które – jak oczekujemy – wyłożą kraje członkowskie – wyjaśniał Christopher Todd.

Na wzrost wkładu własnego nie zgadzają się regiony słabiej rozwinięte. – Jest to propozycja nie do przyjęcia, ponieważ przyczyni się do zahamowania trendów rozwojowych – uważa Bogdan Kawałko. Lubelskie przygotowało prognozę finansową, prognozę trendów rozwojowych samorządów oraz raport o zadłużeniu jednostek samorządu terytorialnego. Według dyrektora Kawałki, gminy nie będą w stanie wykorzystać szansy, które stwarzają programy operacyjne. Nastąpi tąpnięcie pod względem inwestycji.

Większa koncentracja

Komisja Europejska proponuje też, by fundusze były celowane i koncentrowały się na wytworzeniu jak największej wartości dodanej w obszarach priorytetowych. Dlatego też z 11 do 5 zredukowano liczbę celów tematycznych polityki spójności. Są to: inteligentny rozwój, zrównoważony rozwój, łączność, Europa społeczna i Europa dla obywateli. Ten ostatni cel pozwoli przekazać inicjatywę na szczebel lokalny. Nie wszyscy jednak zgadzają się na nowy podział.

Pięć celów bardzo mi się podoba, zwłaszcza cel 5. – Unia bliżej obywateli. To, co robiliśmy w Europie, to ukierunkowanie. Było czasami zbyt słabe. Nie podoba mi się jednak tak duża koncentracja na celach tematycznych 1 i 2. To jest zbyt trudne szczególnie dla słabszych regionów – mówił prof. dr hab. Jacek Szlachta z Katedry Rozwoju Regionalnego i Przestrzennego w Szkole Głównej Handlowej. Polska jest bardzo zróżnicowana. Inteligentne specjalizacje, badania i rozwój to są dziedziny, z którymi lepiej sobie radzą rozwinięte regiony, z silnymi ośrodkami naukowymi. W Polsce to województwo mazowieckie, które koncentruje 40% zasobów badawczych.

Robert Dzierzgwa, Adam Struzik, fot. Franek Mazur

 

Mniej pieniędzy dla Polski

Mimo tej złożoności problemów związanych z przyszłym budżetem, najbardziej zaciekłe dyskusje będą się toczyły zapewne wokół podziału środków między kraje członkowskie UE. – Polska w tych propozycjach ma nie najlepszą ofertę, ponieważ jest redukcja funduszy na politykę spójności o 23% – zauważył Adam Struzik. Mamy otrzymać o 19 mld euro mniej niż na lata 2014-2020. – Jak polski rząd zamierza dążyć do zwiększenia tych środków? Jak państwo w Radzie Europejskiej przedstawiają stanowisko własnego rządu? – pytał marszałek województwa mazowieckiego.

Za negocjacje w obszarze polityki spójności odpowiadają wspólnie Ministerstwo Inwestycji i Rozwoju oraz Ministerstwo Spraw Zagranicznych. – Głównym postulatem negocjacyjnym jest wielkość alokacji dla Polski. Poziom dofinansowania jest też niezadowalający. Jeżeli ten poziom byłby utrzymany, to na obszarze województwa mazowieckiego beneficjenci mogliby liczyć na 40% dofinansowania. Jesteśmy niezadowoleni z budżetu, który zaproponowała Komisja Europejska. Jeśli weźmiemy pod uwagę transfery, które są kierowane do instrumentów centralnie zarządzanych, to ta kwota spada do 60 mld euro – odpowiadał Robert Dzierzgwa. Podkreślił, że kwota 64,4 mld euro zaproponowana Polsce nie odzwierciedla naszych potrzeb rozwojowych. Metoda podziału środków nie ma większego znaczenia, gdyż i tak w największym stopniu decyduje procent PKB w przeliczeniu na mieszkańca. Większość postulatów negocjacyjnych Polski znalazła się w pakiecie, który jest przedstawiany przez prezydencję austriacką. Zdaniem dyrektora Dzierzgwy, negocjacje są trudne i nie zakończą się do maja 2019 r.

Christopher Todd podkreślił, że Polska nieprzerwanie notuje wzrost gospodarczy i jest jedynym krajem Unii, który suchą stopą przeszedł przez kryzys finansowy. Polskie województwa szybko doganiają bogatsze regiony europejskie. – Jest to sukces polityki spójności. Możliwości administracyjne, które państwo zbudowali w Polsce, są ogromne. Tempo nadrabiania dystansu do najlepiej rozwiniętych państw jest imponujące. Nie jest więc niespodzianką, że alokacja dla Polski w ramach polityki spójności będzie zmniejszona. Polska z budżetem 64,4 mld euro i tak pozostanie największym beneficjentem polityki spójności – tłumaczył Christopher Todd.

Parlament Europejski dąży do zwiększenia budżetu. Czy w związku z tym Polska wciąż ma szansę na większą alokację? Czy raczej nastąpi redukcja, jeśli nie uda się osiągnąć kompromisu za obecnej kadencji PE? – Kwestia koperty finansowej to jest odpowiedzialność rządu. Konwent Marszałków może pośrednio oddziaływać poprzez Komitet Regionów, Parlament Europejski, organizacje sieciowe samorządów europejskich. Samorządy wojewódzkie mogą mieć istotny wpływ na szczegółowe rozwiązania dotyczące polityki spójności, ponieważ polskie regiony zarządzają większymi środkami niż jakikolwiek kraj członkowski UE. Jak pytają nas, jak różne rzeczy można sensownie rozwiązać, to wszyscy patrzą na Polskę. Jak pytają, czy ZIT-y były udane, to oczekiwana jest odpowiedź ze strony Polski. Czynnik czasu jest kluczowy. Chcę, by Komisji Europejskiej to się udało i żeby 9 maja w Sibiu było zwycięstwo – powiedział prof. Jacek Szlachta.

Dążmy do porozumienia

Doświadczenia dwóch ostatnich perspektyw wskazują, że za każdym razem proponowany przez KE budżet polityki spójności był obcinany. W przypadku perspektywy 2007-2013 cięcia wyniosły 8%, a na perspektywę 2014-2020 – 4%. I za każdym razem redukcje objęły Polskę. A wówczas polityka spójności była oczkiem w głowie UE. Teraz sytuacja się zmieniła. Prof. Szlachta obawia się, że jeśli negocjacje będą się przeciągać w czasie, to może dojść nawet do dwucyfrowej redukcji alokacji w przypadku Polski. Mielibyśmy zatem znacznie mniej pieniędzy na realizację zaplanowanych celów.

Powinno nam zależeć na tym, by w nowy okres programowania wejść 1 stycznia 2021 r. Gdy zadzieje się inaczej, znowu czeka nas przyhamowanie rozwoju związane z ograniczoną dostępnością unijnych funduszy. – Nazywam to patologiami okresu przejściowego. Ten dołek, który jest na końcu okresu programowania i na początku następnego, powoduje szereg negatywnych konsekwencji. To niewątpliwie nam grozi – dodaje prof. Szlachta.

Zdaniem rozmówców, nowo wybrane Parlament Europejski i Komisja Europejska nie będą już tak przychylne ani dla polityki spójności, ani dla Polski. Przedłużanie się negocjacji spowoduje, że do przeliczania alokacji będą brane najświeższe wskaźniki dotyczące PKB. Oprócz wysokiego PKB na Mazowszu już dolnośląskie osiąga PKB powyżej 75% średniej europejskiej. Wkrótce przekroczy ten próg także Wielkopolska. Jak widać, czas działa na naszą niekorzyść.

 

Jerzy Gontarz

 

Zobacz debatę: http://forumrozwojumazowsza.pl/co-z-nowa-perspektywa-finansowa-ue/